sobota, 26 stycznia 2019

Rozdział trzydziesty piąty

TRAVIS

Minęły trzy tygodnie od odejścia Corall. Nie mógł znaleźć sobie miejsca. Niemal cały czas spędzał w wilczej formie, tak było mu prościej uporać się z tęsknotą, bo w końcu zwierzęce instynkty przebijały się przez jego człowieczeństwo. W tedy mógł odetchnąć, skupić się na lesie i prostych zadaniach. Czasem tylko się zmieniał, gdy Alfa od niego tego wymagał bądź gdy Russell go zmuszał. Chodził w tedy markotny. Nie mówił zbyt wiele, stał się wręcz obojętny na otaczający go świat. Bliscy starali się go jakoś wesprzeć, ale to było na nic. Travis czuł, że traci grunt pod nogami, że powoli go to przytłacza. Owszem kochał Corall całym sobą, ale nie sądził, że nie będzie w stanie żyć bez dziewczyny. Brak jej obecności wypalał w nim dziurę.
- Czuje się jakby mój cały organizm przestał funkcjonować normalnie. Nie mam takiej siły, chęci... - przetarł twarz dłońmi - to wszystko nie ma sensu. - dodał podnosząc wzrok na swoją matkę. Musiał porozmawiać z kimś kto go wysłucha bez żadnego "ale". 
Kobieta przyglądała mu się z troska w oczach. Było jej żal syna i nie bardzo wiedziała jak mogłaby mu pomóc. Nie wiedziała co przeżywa, ale widziała już takie przypadki, gdy wilk tracił swoją wybrankę lub gdy nie mógł z nią być.
- My kochamy inaczej. Człowiek może cię pokochać, ale może także bez tego żyć. Ludzie mają wiele sposobów na przebrnięcie przez niespełnione uczucia. Mogą bez tego żyć. My mamy tylko jedną szansę i gdy się zakochamy, zaczynamy inaczej funkcjonować. I nie chodzi tu tylko o głębokie i wierne uczucie. Ta osoba staje się twoim równym partnerem, połówką która cię dopełnia. Staje się wsparciem i centrum świata - uśmiechnęła się sama do siebie - a bez niej jesteś niekompletny, twoja dusza tak bardzo cierpi, aż w końcu przerzuca się to na całe ciało i organizm... - urwała na moment dokładnie lustrując Travisa - Znałam kilka takich przypadków. Miłość dla wilkołaka może być dla niego największą siłą, ale gdy coś ci ją odbierze, to w końcu cię to zabije. - Dodała cicho. Nigdy nie chciała by jej syna spotkało coś takiego. Przede wszystkim nie chciała go stracić, a zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później Travis nie wytrzyma i stanie się najgorsze, bo nie będzie miał już chęci do życia.
- Czyli czeka mnie obłęd, a później już nic. - mruknął. Nie chciał być tak słaby, ale nie wiedział nawet cienia szans by to w sobie zwalczyć. 
Poderwał się nagle na równe nogi. 
- Muszę sprawdzić co z nią. Chociaż na chwilę na nią spojrzeć. - stwierdził. Kobieta podeszła do niego i czule pogłaskała po policzku. 
- Jesteś moim jedynym synem i zawsze będę cię wspierać. Uważaj na siebie Travisie. - Odparła nieco sie odsuwając. Chłopak skinął jedynie głową po czym wyszedł szybkim krokiem z domu. Na skraju lasu zmienił się w wilka i pognał w stronę Monterey. 

CORALL

Jej pięści śmiało cięły powietrze i trafiały do celu. Trening z łowcami był momentem, w którym mogła zebrać myśli i skupić się na sobie. Lubiła to, uczucie że staje się silniejsza. Chciała taka być by nie musieć ciągle polegać na innych. Chciała umieć samej sobie radzić. Dlatego też trenowała często, na przemian ze szkołą, której też nie chciała więcej zaniedbywać nawet jeśli nie bardzo chciało jej się tam chodzić. Wypełniała swój wolny czas po brzegi by nie mieć czasu na myślenie. Głównie o NIM, bo to bolało. 
Liczyła, że Travis się odezwie, ale nic takiego się nie stało. Domyślała się, że pewnie taki był jego plan. Odda ją w ręce Daniela i więcej się nie zobaczą. Rozumiała dlaczego tak postąpił, acz w głębi serca miała cichą nadzieję, że w końcu się pojawi, że jeszcze kiedyś go spotka. Może i nie była zbytnio pewna swych uczuć, ale rozłąka z nim była trudna. Tęskniła za nim i częściowo za obozem. 
Uderzyła mocno w ochraniacz na uniesionej dłoni Daniela po czym się cofnęła.
- Chwila przerwy. - rzuciła dysząc. Starła kropelki potu z czoła i karku. 
Nie wiedziała czy dobrze robi będąc wśród łowców, ale prawda była taka, że nie miała pojęcia co jest właściwe, a co złe. Więc w tym momencie robiła to co uważała za dobre dla siebie. A w końcu trenując nie wyrządzała nikomu krzywdy. Jedyne co zrobiła i co pewnie by Travisa wytrąciło z równowagi to danie łowcom swojej krwi do badania. Chcieli się upewnić jak działa, jakie ma właściwości. Kropla nie zaszkodzi wilkołakom. Czuła jednak, że każdy z łowców oczekuje, że w końcu i ona zapragnie jej użyć. 
Nagle jeden z łowców podszedł do Daniela. Miał poważny wyraz twarzy, ale nie słyszała co szeptał na ucho Daniela. Jednak i on po chwili spoważniał. Spoglądał też na Corall jednocześnie ściągał swoje ochraniacze. 
- Na razie koniec treningu. - ogłosił po czym skinął na kilku innych łowców i bez słowa więcej ruszył do wyjścia z sali. Corall ściągnęła brwi i ruszyła za nim. 
- Co się dzieje? - spytała. 
- Nic poważnego. Nie musisz się tym martwić. - Odparł zerkając krótko na dziewczynę. Dostał informację, że jakiś wilkołak kręci się w pobliżu ich bazy, więc musieli to sprawdzić. Daniel jednak czuł któż mógł do nich zawitać. - Idź do domu, odpocznij. Jutro się widzimy. - Dodał po czym wyszedł razem z resztą mężczyzn. Corall chwilę stała i patrzyła na drzwi za którymi zniknęli. Przygryzła wargę. Czuła, że jednak coś się stało skoro wszyscy stali się tacy poważni. Czyżby jej nie ufali? Potrząsnęła głową. Nie chciała się tym teraz zamartwiać. Ruszyła do szatni by wziąć szybki prysznic i później wrócić do domu. 

TRAVIS

Bieg do miasteczka nie zajął mu zbyt wiele czasu. Myśl o Corall i możliwości zobaczenia jej dodawała mu wiele sił. Na miejscu jednak nigdzie nie mógł jej znaleźć. Zmartwiło go to bo nie była to pora, by dziewczyna mogła przebywać w szkole. U koleżanki także jej nie było, a las był niemal pusty. Mogło to oznaczać, że jest u łowców. Rozzłościło go to bo nie tak się umawiał z Danielem. Nie miał jej więcej mieszać w te sprawy. Nie przeszło mu przez myśl, że Corall mogłaby sama się zdecydować na dołączenie do bandy Daniela. 
Stał w cieniu drzew. Siedziba łowców znajdowała się na obrzeżach miasta i była doskonale zamaskowane. Duży budynek wyglądał całkowicie normalnie, niby jakaś hala ogrodzona płotem z drutem kolczastym i tabliczką teren prywatny. Ale to było tylko na powierzchni. Pod ziemią znajdowało się o wiele więcej pomieszczeń i korytarzy. Wiedział tylko tyle. Nie miał pojęcia o ich technologii i szeregu zabezpieczeń bo i po co. Żaden wilkołak nigdy nie chciał tej chorej wojny i nigdy nikomu przez myśl nie przeszło napadanie łowców. Wilkołaki jedynie się broniły i wycofywały w cień by móc w spokoju egzystować ze swoimi bliskimi. Nie chcieli niczego więcej. Łowcy jednak tego nie pojmowali. 
Wyczuwał w powietrzu woń Corall. Bardzo słabo, ale wiedział, że albo tu jest albo niedawno była. Tak bardzo chciał ją zobaczyć... Niespodziewanie w jego ciało wbiły się dwie duże igły. Zaskomlał zbyt zaskoczony tym co się stało. Szybko jednak się skupił i wyczuł łowców w okół niego. Warknął ostrzegawczo odwracając się w ich stronę. Po chwili dopiero wyszli z zarośli, a na ich czele stał starszy mężczyzna z Danielem u boku. Warknął jeszcze głośniej wbijając pazury w ziemię. 
- Jesteś aż tak głupi, że tu przylazłeś, czy tak zdesperowany? - prychnął Daniel na co Travis kłapnął szczękami. Chciał ją tylko zobaczyć. - Jest tu, zdrowa i szczęśliwa. Trenuje i ma cię gdzieś wilczku. - Ciągnął chłopak, a w Travisie się gotowało. Miał ochotę go rozszarpać. Nie taka była umowa! Ale czego mógł się spodziewać po jednym z nich, po cholernym łowcy. Był naiwny, że mu zaufał. Gdy chodziło o Corall tracił resztki zdrowego rozsądki i oto są tego dowody. 
Potrząsnął głową, gdy przed oczami pojawiły mu się mroczki. Postąpił krok do przodu, ale łapy mu zadrżały. 
- Chyba środek nasenny zaczyna działać. - Odparł na jego nieme pytanie najstarszy z łowców. Travis zawarczał ostatni raz po czym łapy się pod nim ugięły i stracił równowagę. Ciemność napływała mu przed oczy. Widział jak łowcy do niego podchodzą i czuł jak pętają jego ciało grubym sznurem. Starał się wierzgać łapami, ale ciało odmawiało mu posłuszeństwa. 
- Jesteś żałosny, Corall nigdy nie będzie twoja, a ty zdechniesz wierząc, że mogłoby być inaczej. - Usłyszał niewyraźny głos Daniela, a później odpłynął w nicość myśląc o niebieskookiej dziewczynie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prosimy o szczerą opinię w komentarzach. To właśnie Wasze słowa wywołują uśmiechy na naszych twarzach, a także wskazują błędy, które w przyszłości się nie powtórzą.

Szkolne plotki

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony